Zieleń miejska – 9/17

W Kraśniku nie dba się o zieleń miejską.

Od wielu lat apeluję na blogu o rewitalizację Alei Jabłoniowej.

Oto wpis z roku 2011 Aleja jabłoniowa – 139/11

Za szkodliwe uważam też niszczenie zdrowych drzew.

To było najpiękniejsze drzewo w mieście. Jego kształt był niepowtarzalny.

Komu przeszkadzało?

Reklamy

4 comments

  1. Aleja Jabłoni. Dawna ulica Lenina. Mieszkałem z rodzicami w bloku przy Lenina 8. Balkon na drugim piętrze od strony ulicy. Wiosna w Kraśniku Fabrycznym. Zmierzch, szum pszczół wśród kwitnących jabłoni, swiergot ptaków. Z góry te kwitnące jabłonie wyglądały pięknie. Pachniały.. Wychodzę na balkon, aby spojrzeć pod ukosem na drugą stronę ulicy. Tam, na narożnej ławce „parku z fontanną” miałem o 19 czekać na dziewczynę (z sąsiedniego bloku) na swej pierwszej randce. Na imię miała Jolka, pamiętam. Potem spacer po lesie, doszliśmy aż za stadion, na tereny zajmowane przez ówczesny kolektor ścieków. Niedługo miała się tam wydarzyć tragedia – woda ściekowa przeniknęła do wodociągów. Epidemia duru brzusznego, połowa mojej klasy w szpitalach, długie kolejki do wodowozu, stającego zwykle na wysokości fontanny, komunikaty z megafonów na przejeżdzających ulicą Lenina autach, smród palonych odpadków z oddzialu zakaźnego niemal naprzeciwko mojego bloku, po drugiej stronie ulicy. Groza. I jablonie, pod którymi codziennie około 15.30 przechodziły tłumy ludzi wracających z Fabryki. Tak zapamiętałem swój Koniec Dzieciństwa. Przepraszam, rozpisałem się..

  2. Dobry wieczór, Panie Mirosławie. Szkopuł jest tylko w tym, ze wciąż mam za mało czasu dla siebie, coraz to nowe kolejne kłopoty życiowe. Tez jestem schorowany, po kuracji na terenie Francji, zakończonej sukcesem. Trzy miesiące eksperymentalnego leczenia, w Klinice w Dijon, malutkie tabletki, trzy razy dziennie. Jedna kosztowała francuski budżet (Securité sociale) w zaokrągleniu 1000 €uro.. Czyli jedno niezłe używane auto dziennie. A wcześniej – przygotowania do odwołanego (na szczęscie) przeszczepu, długie miesiące pobytu we francuskich szpitalach. Z tego czasu też mam wiele obserwacji, szybko przyswajam arkana obcego języka, jestem wścibski i zawsze ciekawy ;). Francuski jest dla Polaka, szczególnie dla tego znajacego łacinę banalny. Chyba tylko to warczące „r”, lub „ou” – nie będące tak do końca ani „o” ani „u”.. Ale „ą” czy „ę”, poza bardziej nosową wymową, sa dla Polaka znane i banalne ;)
    Uważam ze od francuskich lekarzy ci polscy mogliby się wiele nauczyć.. Marzę o spokojnym kącie na starość, tu, czy w Polsce, o emeryturze, mam dziesiątki hobbies (brico :)) które chciałbym realizować. Na razie tylko marzę o tym wszystkim. Moze kiedyś?
    Sróbuję opisać swoje perypetie na Pana blogu o zdrowiu, ale nie będą one zbyt miłe dla naszego wspólnego kraju, dla NFZ..

  3. To czekan na teksty…. :-) Pisanie, a szczególnie wspominanie, to dobra forma terapii… ja jak nikt inny wiem to dobrze… :-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s