Z dużym zaciekawieniem zacząłem oglądać tegoroczne dzieło oskarowe, film „Spotlight”. Miałem już za sobą seans ze „Zjawą”, która wywarła na mnie duże wrażenie. Skoro inny film został oceniony lepiej przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej, mogłem oczekiwać, że czeka mnie wyjątkowa uczta duchowa. Już sam początek rozgrzał mnie, kiedy ukazała się informacja, że obraz oparty jest na faktach, jako że lubię poznawać koleje czyjegoś życia lub wydarzenia, o których wiem, że nie są wytworem wyobraźni scenarzysty. Choć wiadomo, że do każdego wymyślonego dzieła też przemycane jest ziarno prawdy.
Angielskie słowo „spotlight” można tłumaczyć jako „reflektor” lub „nakierowywanie na coś uwagi otoczenia”. I rzeczywiście, film ukierunkowuje widza na ważny problem związany z Kościołem, z którym, w ostatnim czasie, stara się również uporać sama wspomniana instytucja. Rzecz dotyczy jednak nie tylko sfery emocjonalnej księży, ale też ukrywania przez zwierzchników tego, co było ich udziałem. W ukrywanie angażowali się też ludzie świeccy, w ich odczuciu dla dobra Kościoła. Z filmu dowiadujemy się ponadto, a raczej otrzymujemy potwierdzenie, jakimi ludźmi są adwokaci, którzy często kierują się w swoim działaniu zarobkiem.
Nagrodzony za najlepszy film roku „Spotlight” w moim odczuciu nie jest wybitnym dziełem. Wyżej oceniam „Zjawę”. W swoich analizach starałem się dociec, czym kierowano się tak wysoko oceniając film. Wydaje mi się, że członkowie akademii oceniającej film chcieli zwrócić uwagę na to, że to w USA rozpoczęto proces „oczyszczania” Kościoła. Na koniec filmu pojawia się bardzo długa lista miast, w których po roku 2002, a więc po ujawnieniu afery w Bostonie, rozpoczęło się podobne postępowanie. Rzeczywiście, mogła zadziałać zasada domina, a Boston okazał się pierwszym klockiem. Czy to chcieli zakomunikować światu Amerykanie mający przewagę wśród członków akademii,? Chyba. Gdyby było inaczej, dzieło nie jest warte aż tak dużego wyróżnienia.
Film różni się od innych sensacyjnych obrazów i dlatego wart jest obejrzenia. Porusza delikatną materię. Pokazuje przy tym duży kunszt rozpracowujących temat dziennikarzy „Boston Globe” oraz mechanizmy rządzące mediami i nie tylko. Ale to zobaczycie Państwo w filmie.
Na pewno obraz zostanie różnie odebrany w poszczególnych krajach, w zależności od tego, na ile media przygotowały poszczególne społeczeństwa do jego obejrzenia. Mam wrażenie, że w naszym kraju nie był to temat tabu. Film „Spotlight” jeszcze dziś do obejrzenia w kinie „Metalowiec”. Zachęcam do pójścia na wieczorny seans i przekonania się czy film wart jest Oscara.

7724898.3

Reklamy