SZKOŁA W CZASACH PRL – 24/15

Szkoła w latach 60. i 70. była, mimo wysokich wymagań, jakie stawiano uczniom, miejscem do którego chętnie się chodziło. Dla młodych ludzi nie mających „do szkoły pod górkę”, jak wówczas mówiono, było to miejsce zawiązywania i budowania przyjaźni, wielu ciekawych i zabawnych zdarzeń oraz rozwijania różnych pasji, mimo iż uczyliśmy się w Kraśniku w trudnych warunkach. Za dynamicznym rozwojem fabryki łożysk i co się z tym wiązało szybkim wzrostem liczby mieszkańców nie nadążało tempo rozbudowy bazy szkolnej.

Więcej na temat historii Kraśnika Fabrycznego

dowiecie się Państwo z mojej książki

dostępnej w księgarniach AVALON

Kraśnik:

ulica Tadeusza Kościuszki 2

Aleja Niepodległości 31

oraz w księgarni internetowej (TU)

ws1

 

3sp5

Reklamy

3 comments

  1. Rzeczywiście oceniając z perspektywy czasu metody wychowawcze niektórych „pedagogów” np. ze starej piątki nasuwa sie prosty wniosek, że gdyby to miało miejsce w obecnych czasach ci „państwo” mieli by powazne problemy natury prawnej. Niestety takich „kwiatków” nie było mało

  2. przynajmniej mniej morderców, złodziei i narkomanów wyrosło z tego pokolenia!Tacy ludzie wyrosi na porządnych pracowitych z których kraj i rodzice mógli być dumni. Teraz uczy sie dzieci na debilów – system słoneczek i chmurek od 1 klasy do III to absurd, dzieci od samego początku powinny wiedzieć, że nauka to nie tylko zabawa!

  3. Ha, łza się w oku kręci… Bywalismy bici (chodzilem do klasy „e” w dawnej „dwojce”). Z „bijacych” pamietam m.in. p. Stawiarska (linijka), oraz nasza wychowawczynie – p. Wozna. Z tym ze p. Wozna byla bardzo otyla i chyba bardziej ja bolalo bicie nas, niz nas samych. Byly tez nauczycielki-anioly, wspominam tak polonistke (ona „zarazila” mnie poezją) p. Koczwarowa, czy pania od spiewu (niestety, zapomnialem nazwiska), ktora mieszkala w bloku niedaleko szkoly, gdzie prowadzila prywatne lekcje muzyki. Nigdy juz nie zapomne atmosfery wiosennych wieczorow, gdy przychodzilem na lawke od strony balkonow (nauczycielka mieszkala na parterze) aby posluchac gry na skrzypcach. Byla zapewne romantyczka, bo gdy nie udzielala lekcji grala i nucila najlepszy klasyczny repertuar. Pod balkonem tej pani rosla spora wierzba, zaslaniajaca lawke od strony chodnika. Tam przesiadujac poznalem Jolke, rowniez zakradajaca sie by posluchac skrzypiec… Potem sie okazalo, ze Jolka byla corka kolegi z fabryki mojego Ojca. „Chodzilismy” ze soba ze dwa lata, co bylo jak na nasz wiek rekordem :-).
    Te lata juz nigdy nie wroca, szkoda…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s