Na przełom lat 60. i 70. w krajach zachodnich i USA przypada rozkwit ruchu hippisowskiego. Zewnętrzną oznakę przynależności do ruchu stanowiły długie włosy, bose stopy i swoisty ubiór.

W Polsce, także i w Kraśniku, młodzież zaczerpnęła z ruchu tylko niektóre elementy, długie włosy noszone przez chłopców oraz pewne detale ubioru, głównie wytarte dżinsy z szerokimi nogawkami, tzw. dzwony.
Długie włosy w połączeniu ze zmechaconymi, rozciągniętymi swetrami oraz niedoprasowanymi spodniami materiałowymi, a taki zestaw często obowiązywał, nie nadawały młodemu człowiekowi interesującego wyglądu. Nie miało to także nic wspólnego z ruchem hippisowskim. W przeszłości noszenie długich włosów było raczej przejawem buntu wobec prób narzucenia młodym ludziom zbyt sztywnych ram.
W ubiorze młodych ludzi pojawiały się też inne elementy nawiązujące do ruchu hippisowskiego, np. charakterystyczna pacyfka, symbol pacyfizmu, uznawana za znak pokoju. Pacyfka to znak w kształcie okręgu z linią pionową przechodzącą przez środek i dwoma liniami wychodzącymi od środka pod kątem prostym względem siebie.
Pacyfkę nosiło się na rzemieniu na szyi bądź malowało na koszulkach bawełnianych. Wyrobem takich koszulek młodzi kraśniczanie zajmowali się sami. Wystarczyła biała podkoszulka, szablon i tusz kreślarski.
Prawo noszenia długich włosów trudno było młodym ludziom wywalczyć i usankcjonować. O ile nawet była zgoda ze strony rodziców, to często nauczyciele ostro zwalczali bujne czupryny. Nierzadko racja była po stronie nauczycieli. Duże wątpliwości budziła bowiem czystość długich włosów, a co za tym idzie wygląd ucznia.
Nauczyciele zwalczający długie włosy nie dysponowali wieloma instrumentami. Często posługiwali się złośliwością. Pamiętam sytuację, kiedy nauczycielka w szkole podstawowej wyciągnęła z torebki kilka złotych i położyła na ławce przed kolegą mówiąc „Na pewno rodziców nie stać na fryzjera, to ja ci daję pieniądze.” Rodzina oczywiście była dobrze sytuowana.
Mówiąc o przejawie buntu dorastającego pokolenia trzeba wspomnieć o tym, co nie odpowiadało młodym ludziom. Nie podobał się swoisty rygor i nakazy, na przykład noszenia także przez uczniów szkół średnich, przyszytych w widocznym miejscu tarcz szkolnych. Niektórzy wychowawcy mocno egzekwowali ten obowiązek i sprawdzali nawet czy tarcza jest przyszyta, czy tylko przyczepiona agrafką. Tarcza miała być przyszyta i noszona także poza szkołą, co miało pomagać w rozpoznaniu ucznia na wypadek niepoprawnego zachowania.
Pod koniec lat 60. pojawił się w Kraśniku pomysł noszenia przez uczniów jednolitych strojów. W starszych klasach szkoły podstawowej i w szkołach średnich nie był to już granatowy mundurek i biały kołnierzyk, jak w przypadku uczniów na początku edukacji. Miały to być ubrania szyte dla każdego ucznia na miarę, najczęściej wybierano tani wówczas sztruks. Pomysł rodem z Chin i Korei szybko upadł, gdyż wiązało się to z dodatkowymi wydatkami, na co nie godzili się rodzice.
Bunt młodych ludzi wywoływała zbyt silna chęć kontrolowania i zakaz poruszania się po ulicach w godzinach wieczornych. Co jakiś czas powracał pomysł wysyłania na ulice, tzw. trójek klasowych rodziców, które miały prawo zatrzymać na ulicy młodego człowieka, wylegitymować go i wypytać, skąd wraca i ewentualnie dlaczego tak późno jest poza domem. Przyłapanego spisywano a o fakcie przebywania w późniejszych godzinach na spacerze informowano szkołę. (Mirosław Sznajder)

Zdjęcie: Grupa siatkarzy STALI na obozie sportowym, zdjęcie z roku 1973.

41

Reklamy