Stare zdjęcia KRAŚNIKA I KRAŚNICZAN – 9/14

Liceum Ogólnokształcące im. M. Reja w Kraśniku Fabrycznym, lekcja matematyki, nauczyciel Jan Mateja.

k4

Reklamy

2 comments

  1. Lekcja matematyki którejś z klas humanistycznych w Reju, lata 70-te.
    – To jak, chcesz dwójkę do dziennika czy będziesz łapać?
    – Będę łapać Panie Profesorze!
    – Oj, leci dwójka, leci, łap! łap! Złapałeś?
    – Tak, Sorze!
    – No!
    Albo: ” Nie wiem, nie rozumiem, nie uczysz się, chodź dam Ci dwójkę…”
    Tu: dziewczyna prawdopodobnie odbiera „dwójkę” z garści do garści.(Bawi ją to tak jak z pewnością wszystkich w klasie).
    – Masz, trzymaj dwójkę. Trzymasz?
    – Trzymam.
    – No.
    Po kilkunastu minutach, po komendzie z katedry: „Piszemy”, dziewczyna otwiera garść by
    chwycić długopis.
    – Puściłaś dwójkę! Oj! leci dwójka do dziennika, leeeci…, jeeeeeest…! „Dwa”!
    Niezapomniany koloryt lekcji prof. J. Matei, jego „Metoda Wróbelkowa”, „Elektronowa” oraz
    wiele innych, nad wyraz oryginalnych sposobów pobudzania gnuśnych umysłów uczyły młódź polotu, fantazji, poczucia humoru, a szczególnie wyrafinowanej abstrakcji w sposobie
    rozwiązywania matematycznych zawiłości.

  2. Lekcja matematyki którejś z klas humanistycznych w Reju, lata 70-te
    -To jak, chcesz dwójkę do dziennika czy będziesz łapać?
    -Będę łapać Panie Profesorze!
    -Oj, leci dwójka, leci, łap, łap! Złapałeś?
    -Tak, Sorze!
    -To trzymaaaj!.. No.
    Albo: „Po prostu nie rozumiem, nie wiem, nie uczysz się… chodź dam Ci dwójkę…”
    Tu: dziewczyna prawdopodobnie odbiera „dwójkę” z garści do garści.(Bawi ją to tak jak z pewnością
    wszystkich w klasie)
    -Masz, trzymaj dwójkę. Trzymasz?
    -Trzymam.
    -No.
    Kilkanaście minut później z katedry pada komenda: „Piszemy”, na co dziewczyna- już dawno w
    ławce- otwiera garść by chwycić długopis.
    -Wypuściłaś dwójkę! Oj! leci dwójka do dziennika, leeeci… jeeeeest…! „Dwa”!
    Niezapomniany koloryt lekcji prof. J. Matei, jego „Metoda Wróbelkowa”, „Elektronowa”,
    „Światełkowa”, „Kręcimy Korbą Maszynki do Mięsa” oraz wiele innych, nad wyraz oryginalnych
    sposobów pobudzania gnuśnych umysłów uczyły młódź polotu, fantazji, niepospolitego i
    odlotowo egzotycznego poczucia humoru. A szczególnie- wysoko wyrafinowanej do nieskończoności abstrakcji w sposobie rozwiązywania niespotykanych wcześniej
    matematycznych zawiłości objawianych w zdumiewających poleceniach wykładowcy.
    W rozkładzie w większości szarych lekcji była to najprzedniejsza perła i wyborny rarytas.
    Podane smacznie i na komfortowym luzie.

    Dla młodszych- ku obronie „ciała” za szare lekcje: tydzień pracy ówczesnego nauczyciela
    bez bardzo niewielu wolnych sobót to około 40 godz. w dusznych salach zapełnionych prawie
    pięćdziesiątką niedomytego wyżu demograficznego lat 50-tych i 60-tych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s