„Życie Kraśnika” nr 4, autor Mirosław Sznajder

Cenię obrońców zwierząt za ich zaangażowanie, które pozwala eliminować z naszego życia bezdusznych ludzi zapominających, że nie jesteśmy jedynymi istotami żywymi odczuwającymi ból. Ich postawa nie dopuszcza także do całkowitego wyniszczenia wielu zagrożonych gatunków zwierząt.

Zaangażowanie ludzi wrażliwych na krzywdę zwierząt często jednak bywa ślepe i stawia człowieka w niekomfortowej sytuacji, kiedy bardziej dba się o prawa zwierząt niż zdrowie ludzi.

Już słyszę reakcje tych ludzi, kiedy powiem, że należy coś zrobić z opanowującymi nasze miasta gołębiami. Tak, tak, gołąbek to piękny ptak, radosnym gruchaniem oznajmiający o swojej bytności. Ostatnio odnoszę wrażenie, że Kraśnik stał się miastem bliźniaczym dla Krakowa. Nie chodzi tu bynajmniej o literę „K”. Gołębie w niektórych rejonach naszego miasta wręcz wyparły wrony i wróble, żyje ich wokół nas nie mniej – w stosunku do liczby mieszkańców- niż w Krakowie.

Miasto jest doskonałym zapleczem żywieniowym. Dobrobyt przejawia się tym, że często kupujemy zbyt dużo żywności, w tym równego rodzaju pieczywa. Wiele osób wyrzuca niewykorzystane jedzenie do śmietników, z czego korzystają żyjące wokół altanek gołębie.

Ci wrażliwsi, o „gołębim sercu”, uważają, że oczyszczą sumienie, kiedy rozrzucą chleb wokół śmietników lub w inny sposób dokarmią ptaszki, w tym głównie gruchające w parkach.

Obrońców ptaków, których oburzy moja teza, że istnieje gołębi problem i trzeba zacząć go wreszcie rozwiązywać, zapraszam na balkony w tej części miasta, gdzie żyją stada gołębi. Nie będę opisywał tego, co każdego dnia można zobaczyć na tych balkonach. Dodam, że wielu mieszkańców Kraśnika boi się już zostawić pranie na balkonie.

Gołębi problem istnieje i nie jest to już margines spraw, z jakimi kraśniczanie zwracają się do administratorów zasobów mieszkaniowych. W jednej ze spółdzielni mieszkaniowych spotkałem kobietę, która pytała o kary administracyjne dla ludzi karmiących ptaki na podwórkach i pod balkonami. Coś z tym fantem należy zrobić!

Zapewne taki argument nie wzruszy miłośników gruchaczy. Może bardziej trafi do nich cytat z Wikipedii: Obrzeżek gołębień – gatunek zbiorowy kleszcza miękkiego z rodziny obrzeżkowatych. Obrzeżek gołębień spotykany jest w Europie, Ameryce Północnej, Afryce i Azji Mniejszej, głównie w miejscach nocowania oraz gniazdowania stadnych gołębi dzikich i hodowlanych. Obrzeżki szczególnie groźne stają się po usunięciu gołębi z miejsca ich występowania. Głodne osobniki w poszukiwaniu żywiciela rozchodzą się w różne strony i często trafiają do ludzkich mieszkań, dlatego po usunięciu gołębi należy koniecznie kilkakrotnie przeprowadzić opryski środkami trującymi, a w mieszkaniach w pobliżu otworów ustawić lepy. Dorosłe osobniki są odporne na niskie temperatury i mogą przeżyć bez pożywienia nawet do 5 lat, zaś nimfy do 3 lat. Kłują boleśnie, a świąd utrzymuje się dość długo. Mogą przenosić krętki Borelia anserina oraz zarazki gorączki Q, paraduru gołębi oraz piroplazmozę ptasią. Wirus odkleszczowego zapalenia mózgu zachowuje w nich żywotność przez 450 dni. Przyczyniają się do powstawania alergii oraz astmy

100_8043

Dokarmianie ptaków obok bloku na Osiedlu METALOWIEC

Advertisements