Janowiec – dwa lata po powodzi – 181/12

7 czerwca, przed północą, jak grom z jasnego nieba strażacka syrena obwieściła nadejście tragedii – brunatnej fali powodziowej.

8 czerwca 2010 roku, media od rana informują o dramatycznej sytuacji w Janowcu, niewielkiej miejscowości leżącej na lewym brzegu Wisły, vis-à-vis malowniczego Kazimierza.

Polacy, i nie tylko Polacy, szybko zareagowali na apel społeczności Janowca o pomoc.

Pomoc dla mieszkańców Janowca napływała z różnych części kraju. Jedną z osób wspierających była – i jest do dziś – Ewa, właścicielka firmy z Wrześni, zajmującej się m.in. sprowadzaniem tekstyliów z Chin oraz wynajmem mieszkań w Poznaniu.

Ewa, słysząc o dramacie kilku nadwiślańskich miejscowości, zwróciła się do Caritasu z prośbą o wskazanie rodziny, która szczególnie potrzebuje pomocy. Jej wsparcie otrzymała rodzina z Wilkowa, w której dramat związany z powodzią przeżywało pięcioro dzieci. Jednorazowa pomoc nie przyniosła Ewie ulgi i nie zapewniła spokoju. Szukała kolejnych, potrzebujących rodzin.

Jak sama wspomina ujął ją mail, jaki otrzymała od trzydziestokilkuletniej kobiety z Janowca, samotnie wychowującej dwóch uczących się synów. List uświadomił jej dramatyczną sytuację powodzian. Ewelina marzyła o podstawowym wyposażeniu kuchni, jakim są kubki i talerze, gdyż woda zabrała z jej domu wszystko.

Zniszczenie domu było największym ciosem dla Eweliny. Krótko przed powodzią zakończyła bowiem długo odkładany remont, z którego razem z synami bardzo się cieszyła.

O dramacie rodziny Eweliny dowiadujemy się z artykułu „Tragedia pani Eweliny”, który ukazał się w gazecie regionalnej TYGODNIK POWIŚLA:

– To był jej wymarzony domek – niewielki, ale własny. Po tym, jak 11 lat temu została sama z dwójką małych dzieci, potrzebowała przytulnego kąta. Budynek przy ul. Radomskiej w Janowcu wymagał kapitalnego remontu – nie miał łazienki, centralnego ogrzewania, za to przez wypaczone okna wpadał do jego wnętrza chłód i deszcz. Młodej, samotnej matki nie było stać na wynajęcie ekipy. Przy pomocy wujka nauczyła się murarki, skuwania tynków, robienia gładzi i fug, wreszcie malowania. Pomału stara chałupa przeistaczała się w prawdziwy dom. W międzyczasie pani Ewelina rozpoczęła studia i dostała pracę w miejscowym urzędzie gminy. Sama nie wie, jak znajdowała na to wszystko siły. Przed rokiem wzięła w pracy pożyczkę, by wreszcie dokończyć remont. Trwał długie trzy miesiące. Harowała od świtu do nocy – kładła gładzie tynkowe i polerowała podłogi. Było ślicznie. Pokoiki chłopców, kuchnia, łazienka, piękne schody. Nie dała tylko rady zrobić swojego pokoju. Byli naprawdę szczęśliwi.

Wystarczyło jednak parę chwil, by żywioł zabrał im absolutnie wszystko. Zostali z tym, co mieli na sobie uciekając przed niszczącą falą. –

W tym samym artykule czytamy dalej:

– Tuż po północy zbudził mnie telefon od taty. Krzyczał, że wał został przerwany i że zaraz będzie u mnie woda. Starszy syn leżał właśnie w szpitalu. Z młodszym – uczniem 6 klasy Szkoły Podstawowej w Janowcu, zaczęliśmy co się dało wnosić na pięterko. Nie daliśmy rady wtargać tam lodówki. Była zbyt ciężka. Ale z pomocą przyszli strażacy. Kazali się nam ewakuować. Wychodząc z domu już brodziliśmy po kostki w wodzie. Miałam nadzieję, że to, co wynieśliśmy na górę jest niezagrożone. Do głowy mi nie przyszło, że woda wtargnie i tam – relacjonuje ze łzami w oczach kobieta.

Zabrała tylko poduszkę i koc dla synka. Nie sądziła, że do domu nie będzie mogła wejść przez następnych kilka dni. Rozlana rzeka zatopiła absolutnie wszystko. –

Dramat mieszkańców Janowca trwał bardzo długo. Wielu musiało wyrzucić ze swoich domów dosłownie cały dorobek życia. Najgorszy był cuchnący szlam, który przykrył wszystko. Do lipca 2012 roku nie wszyscy powrócili do swoich domostw. Przykładem jest Ewelina, która od blisko dwóch lat wraz z synami usiłuje ciężką pracą przywrócić normalność. Przez ponad półtora roku mieszkała z chłopcami w małym pokoiku o powierzchni ok. 20 metrów kwadratowych, z miejscem wydzielonym na kuchnię i łazienkę.

Pomoc Ewy dla trzyosobowej rodziny z Janowca była przekazywana w różnej formie, rzeczowej i finansowej. W paczkach pojawiały się ręczniki, pościel, ubrania, sekator do przycięcia, a raczej wycięcia krzewów, nawet agrafki. Jak mówi Ewelina: „najważniejsze było samo zainteresowanie, kontakt i te drobne gadżety, które przysyłała Ewa, podtrzymujące ją na duchu”. Ewa żywo interesowała się, w jaki sposób przebiegają prace przy porządkowaniu, osuszaniu i odbudowie zniszczonego przez wodę domu. W miarę możliwości włączała się w ten proces.

W rzeczywistości była to już nie tylko odbudowa ale rozbudowa zniszczonego domu. Ciekawość zobaczenia, jak wygląda życie Eweliny i jej synów u progu zakończenia gehenny, przywiodła Ewę, w lipcu br., do Janowca.

Był to z kilku powodów przyjemny i poznawczy wyjazd. Spotkanie Ewy i Eweliny poprzedziło zwiedzanie fragmentów renesansowego zamku, zbudowanego w latach 1508-1526 na wysokiej skarpie wiślanej. Choć zabrzmi to paradoksalnie, warto podkreślić, że zamkowi, a właściwie temu, co po nim pozostało powódź w ogóle nie zaszkodziła. Dzięki relacjom telewizyjnym z roku 2010 Janowiec stał się bardziej znany w Polsce. Dziś odwiedzają go rzesze turystów, a co za tym idzie są większe środki na renowację i tworzenie bazy dla przyjeżdżających. Krótko mówiąc, ruiny już nie straszą szkieletami murów, wręcz odwrotnie, miejsce staje się pod każdym względem interesujące. Zamek, i rozpościerający się u jego podnóża nadwiślański krajobraz, wzbudził ogromny entuzjazm poznanianki.

Po zwiedzeniu ruin doszło do spotkania obu kobiet, pełnego radości, sympatii i dowodów wdzięczności. Na twarzy Ewy, po tym jak zobaczyła nowy dom Eweliny, do którego trzyosobowa rodzina przenosi się stopniowo, pojawiła się ogromna satysfakcja z tego, że jej wsparcie ma tak wymierny efekt. Dom jest ładniejszy od starego. Ewelina urządza go w sposób przemyślany, a ma ku temu możliwości, gdyż jest dużo większy od poprzedniego. Wiele prac remontowych wykonywała sama. Od kucia tynków i posadzek, poprzez podsypki z piachu, gipsowanie, malowanie, ocieplanie wełną, tym większa więc jest satysfakcja z nowego domu.

Co nas nie zabije, to nas wzmocni. To powiedzenie Fryderyka Nietsche jest bardzo trafne w przypadku rodziny z Janowca, która stała się silniejsza, ma więcej entuzjazmu i radości. Trauma po utracie domu, w roku 2010, wydaje się odległa. Warto podkreślić, że wiele w tym zasługi samej Eweliny, osoby o wielkim harcie ducha, optymistycznie patrzącej na świat, co jak się okazuje pozwala pokonać nawet największe trudy życia.

Spotkanie Ewy (w środku) i Eweliny (z lewej) w jej nowym domu

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s