Przypomnijmy fragment historii Cmentarza Katyńskiego, z okresu PRL.

W okresie powojennym Las Katyński, miejsce mordu ponad 4400 polskich oficerów, był odizolowany. Osobom postronnym, zwłaszcza Polakom, nie pozwalano odwiedzać mogił. Zbiorowe mogiły ze szczątkami polskich oficerów zostały zniszczone, posadzono na nich nowy las.

W roku 1978 utworzono w Katyniu pierwszy zespół upamiętniający – wybudowano betonowe stele z marmurowymi zwieńczeniami, na których umieszczono po polsku i rosyjsku napis: Ofiarom faszyzmu – polskim oficerom rozstrzelanym przez hitlerowców w 1941 roku.

W roku 1987 w ZSRR rozpoczął się okres przemian, określany pieriestrojką. W porozumieniu z ówczesnym przywódcą ZSRR Michaiłem Gorbaczowem utworzono mieszaną polsko-radziecką komisję do wyjaśnienia białych plam w historii wspólnych stosunków. Jednym z celów prac było ujawnienie sprawców zbrodni katyńskiej. Mimo, iż prace komisji nic jeszcze nie wniosły, władze Kraju Rad poczyniły znaczący krok dla uporządkowania sprawy Katynia.

W 1988 roku uporządkowano teren cmentarza, ogrodzono, urządzono cztery duże mogiły wzdłuż głównej alei ,,Memoriału”. 2 września 1988 roku postawiono przywieziony z Polski drewniany krzyż, dar Prymasa Polski, kardynała Józefa Glempa, z inskrypcją zapowiadającą, że „w tym miejscu zostanie wzniesiony krzyż upamiętniający śmierć polskich oficerów”.

Miałem okazję odwiedzić Cmentarz Katyński tuż po jego uporządkowaniu. W lipcu 1988 byłem w ZSRR na wycieczce Brześć-Smoleńsk-Mińsk-Wilno.

Do Brześcia byliśmy dowiezieni autokarem i po jednodniowym pobycie pojechaliśmy pociągiem do Smoleńska. Do dziś mam przed oczami piękny budynek dworca kolejowego w tym mieście, pomalowany w kolorach białym i błękitnym.

W okresie PRL mord dokonany przez NKWD na oficerach w Katyniu nie był dla Polaków – wbrew wielu opiniom dziś wypowiadanym – tematem tabu. Wiedzę na ten temat czerpaliśmy z różnych źródeł, m.in. z zachodnich radiostacji nadających w języku polskim, głównie Radia Wolna Europa, którego w latach 70. i 80. słuchało wielu. Nikt nie bał się dyskutować na temat tego, co usłyszał w najnowszych programach informacyjnych RWE. Nie wiem oczywiście, jak to wyglądało w instytucjach i przedsiębiorstwach państwowych. Przywołuję jedynie swoje wspomnienia. O przekazie z RWE często dyskutowaliśmy w gronie znajomych, na przerwach międzylekcyjnych lub po szkole. Nikt nie bał się rozmawiać. Może jest to zasługa wolności, jaką w czasach PRL mieli uczniowie LO im. M. Reja w Kraśniku. Gdzie indziej może było inaczej?

Podobnie było na studiach, które rozpocząłem w roku 1979 na Akademii Rolniczej w Lublinie. Bogatym źródłem wiedzy na temat mordu w Katyniu były też wydawnictwa z tzw. drugiego obiegu, których po roku 1980 było dużo. Dostęp do nich nie był trudny i nikt w akademikach nie krył się z tym, że je posiada. Tym samym pragnę obalić kolejny mit o wszechobecnej wówczas SB. Mit tworzą zapewne ci, którzy chcą uchodzić za większych bojowników o wolną Polskę, niż to było w rzeczywistości, by dziś czerpać z tego określone profity.

Wracając do pobytu w Smoleńsku. Nie będę ukrywał, że mając wiedzę o tragedii katyńskiej nie wiedziałem jednak, gdzie dokładnie jest ta miejscowość w ZSRR. Drugiego dnia pobytu, wieczorem po kolacji, pilot wycieczki zrobił zbiórkę pieniędzy na kwiaty, które następnego dnia mieliśmy złożyć na mogiłach polskich oficerów w Katyniu. Wówczas dowiedziałem się, że znajdujemy się niedaleko tego okropnego miejsca.

Opiekunowie radzieccy nie robili żadnych problemów z wyjazdem poza Smoleńsk, do Katynia. Autokar, który był do dyspozycji wycieczki, podjechał punktualnie. Kilkanaście kilometrów pokonaliśmy w skupieniu. Podobna powaga panowała w miejscu, do którego nas przywieziono. Cmentarz Katyński, a dokładnie las, w którym znajduje się jedno z najtragiczniejszych miejsc martyrologii narodu polskiego, był wyjątkowy, z powodu panującej tam ciszy. Śpiew ptaków był tam słyszany bardzo rzadko.

Kwiaty złożyliśmy m.in. pod tablicą z informacją w języku polskim, której treści nie jestem już w stanie przypomnieć sobie dokładnie. Mam jednak pewność, że w roku 1988 nie było już mowy o tym, że dokonali tego Niemcy. Spotkaliśmy oczywiście tablice w języku rosyjskim, które przekazywały powielane przez lata kłamstwo na temat sprawców.

Radzieccy opiekunowie nie poganiali grupy. Na pobyt na Cmentarzu Katyńskim mieliśmy tyle czasu, ile grupa potrzebowała. Pamiętam dyskusje, jakie toczyliśmy później. Wielu zaskoczyła otwartość i nie stwarzanie przez gospodarzy żadnych problemów, tym którzy chcieli zobaczyć to miejsce. Czuć było pierwszy podmuch pieriestrojki i nadchodzących zmian w Kraju Rad. Był to specyficzny twór terytorialny, w którym „odkręcanie” kłamstw, wtłaczanych obywatelom do głów przez dziesiątki lat, musiało trwać równie długo.

Za sprawą ogromnej ofiary, jaką ponieśliśmy w dniu 10 kwietnia 2010 roku, można rzec, że etap „wyścigu po prawdę” jest już zakończony. Oczywiście, długo jeszcze znajdą się tacy, którzy powiedzą, że Stalin to bohater. Ważniejsza jest jednak elita i inteligencja rosyjska, która nigdy już nie pozwoli na powrót do retoryki okresu ZSRR.

Reklamy