2 lutego 2010 uczestniczyłem, w nadwiślańskiej wsi Borów, w uroczystościach upamiętniających jeden z największych mordów ludności cywilnej na terenie Polski, podczas II wojny światowej. Przed 66. laty, w dniu Święta Ofiarowania Pańskiego, żołnierze niemieccy wraz z członkami ukraińskiej SS Waffen rozpoczęli pacyfikację Borowa oraz kilku okolicznych miejscowości, w wyniku czego śmierć poniosło ok. 1400 osób. Po pacyfikacji wieś Borów została niemal doszczętnie zniszczona. Zachowały się jedynie cztery zabudowania i kościół. Na tamtejszym cmentarzu, w zbiorowej mogile, złożonych zostało 806 ofiar okrutnej zbrodni, w tym najwięcej, bo aż 300, to mieszkańcy Borowa. Była to zemsta okupanta za pomoc udzielaną przez ludność wiejską oddziałom partyzanckim.

Ostatnim punktem uroczystości było spotkanie w miejscowej restauracji, w trakcie którego zaprezentowano film dokumentalny na temat pacyfikacji „Piekło na ziemi”, przygotowany przez Telewizję Rzeszów. Film zawiera wspomnienia osób, które przeżyły koszmar i do dziś są żywym dokumentem tamtych tragicznych chwil.

Po filmie, niemiecki dziennikarz Konrad Schuller, współpracujący z redakcją gazety FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG, zaprezentował fragment polskiego tłumaczenia swojej książki, opisującej mord w Borowie. Książka ukazała się w Niemczech, polskie tłumaczenie pojawi się we wrześniu bieżącego roku.

W swojej wypowiedzi Konrad Schuller zaznaczył, że duża część społeczeństwa w Niemczech, nie zna szczegółów dotyczących okrucieństwa wojny. Zgoła odmienną opinię w dokumencie nakręconym przez TVP Rzeszów, zaprezentował Jerzy Rej, którego rodzinę dotknęła opisana wyżej pacyfikacja.

Według J. Reja nikt do dziś w Niemczech nie wie, czego doświadczyli Polacy w okresie okupacji. Opinia ta sformułowana została w sposób jednoznaczny, bez pozostawienia pola do dyskusji.

Nie zgadzam się z taką opinią. Moje doświadczenia, opierające się głównie na przyjaźni z rodziną Erber, mieszkającą w Bad Reichenhall (Bawaria, Niemcy), pozwalają zaprotestować przeciwko takim opiniom i zgodzić się z Schullerem.

We wpisach na blogu „Zdrowie i Podróże” /tu/ i /tu/ przedstawiłem, w jaki sposób poznałem rodzinę Erber, pierwszy pobyt w ich domu w Bawarii oraz wizytę Erberów w Polsce.

W Niemczech spotkałem się z ogromną gościnnością i wieloma przejawami sympatii. W trakcie mojego drugiego pobytu u rodziny Erber, w sierpniu 1985 roku, uzgodniliśmy, że odwiedzą Polskę. Paul miał jednak obawy. Wiedział, jak wiele zła spotkało Polaków ze strony Niemców w czasie II wojny. Bał się, czy nie spotka ich z tego powodu jakaś niemiła sytuacja. Zapewniałem, że nasze społeczeństwo przełknęło już tę „gorzką pigułkę” i przyjeżdżających do Polski Niemców nie traktuje jak wrogów.

Szczegóły dotyczące przyjazdu „dopinaliśmy” listownie. W ostatnim liście Paul raz jeszcze podzielił się swoimi obawami, związanymi z okresem wojny. Zapewniłem, że nic go nie spotka.

Nie jest więc tak, jak stwierdził Jerzy Rej. Pora chyba zaprzestać jątrzenia i starać się układać przyjacielskie stosunki z Niemcami. Traktujmy też wszystkich sąsiadów na równi.

W filmie dokumentalnym „Piekło na ziemi” wspomniano o udziale w akcji ukraińskiej SS Waffen. Na temat tej formacji więcej dowiadujemy się na stronie IPN:

– Z pierwszego rzutu ochotników do dywizji Niemcy sformowali kilka pułków policji SS (numeracja od 4 do 8). Włączono je w skład dywizji wiosną 1944 r. Nim to zrobiono, dwa spośród nich – 4. i 5., wzięły udział w akcjach skierowanych przeciw partyzantom. –

Przyjazd żołnierzy niemieckich i Ukraińców do Borowa, w dniu 2 lutego 1944 roku, miał sprowokować oddziały partyzantów do wyjścia z lasu. Plan ten nie powiódł się a w konsekwencji Niemcy i Ukraińcy wzięli odwet na bezbronnej ludności, za pomoc udzielaną polskiemu ruchowi oporu.

Jakie zadania w czasie pacyfikacji wykonywali Ukraińcy? Na to pytanie twórcy filmu nie próbowali odpowiedzieć. A szkoda.

Z sąsiadem zza wschodniej granicy Polska stara się układać poprawne stosunki. Nie okłamujmy się, za Bugiem prowadzimy ekspansję polityczną i gospodarczą. I raczej dlatego badanie naszej wspólnej historii odbywa się powoli.

Dobrze, że nie wszystkim to odpowiada. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zalewski w swoim blogu dużo miejsca poświęca „aktywności” Ukraińców w okresie II wojny. Może tam kiedyś znajdziemy więcej informację na temat Borowa?

 

Reklamy