25 listopada odbyła się kolejna, zwyczajna sesja rady powiatu. W trakcie obrad przedstawiciele społeczności powiatu kraśnickiego przyjęli dwa stanowiska. Jedno dotyczące trudnej sytuacji w służbie zdrowia, drugie zaś w sprawie pogarszającej się sytuacji ekonomicznej rolników z terenu powiatu kraśnickiego. Dyskusja o problemach poruszonych w stanowiskach zajęła dużą część sesji.
Oba stanowiska zostaną przesłane do Warszawy i w grudniu pojawią się na biurkach ministrów, którzy są kolegami partyjnymi rządzącej w powiecie koalicji PO PSL. Czy nie można tego robić inaczej i monitorować w w/w sprawach na zebraniach partyjnych? Byłoby o wiele taniej, bez potrzeby płacenia bardzo wysokich diet dużej grupie lokalnych aparatczyków oraz utrzymywania kilku pracowników obsługujących te obrady.
W przypadku trudnej sytuacji na wsi, było to kolejne stanowisko przyjęte przez powiatowych samorządowców. Poprzednie nie odniosły żadnego skutku. Czy tym razem coś ulegnie zmianie?
Dyskusja na temat problemów w rolnictwie trwała na sesji grubo ponad godzinę. Poszczególni radni, przed głosowaniem stanowiska, popisywali się swoją wiedzą i umiejętnością formułowania opinii na temat sytuacji w rolnictwie, jak również globalnej gospodarki. Z tych wypowiedzi naprawdę nic nie wynika, a z całą pewnością niczego nie przybędzie rolnikom w powiecie kraśnickim.
Interesujący był głos radnego Polskiego Stronnictwa Ludowego, wiceprzewodniczącego rady powiatu, Ludwika Bieleckiego. Radny starał się delikatnie „stępić” ton dyskusji i krytykę rządu stwierdzeniem, że trudna sytuacja na wsi to była w latach 50. i 60., kiedy obowiązywały przymusowe dostawy płodów rolnych. Teraz zdaniem radnego PSL rolnicy otrzymują dopłaty z unii i nie jest im aż tak źle.







