Z życia Grajdoła
W miejscu spotkań politycznej elity Grajdoła, lokalu „Nuta-Bar”, spotyka się dwóch lokalnych przedsiębiorców, Krzysztof i Zbigniew.
- Witam przyjaciela! Czy tym razem znów wypijemy po jednym z pianką, czy może coś mocniejszego – pyta Krzysztof.
- Proponuję tak jak przed tygodniem, po szklance złocistego i do domu – odpowiada Zbigniew, po czym dodaje – idą dla nas bardzo trudne czasy, lepiej nie rzucać się w oczy przychodzącym.
- Co prawda, to prawda – stwierdził Krzysztof.
- Co ciekawego wydarzyło się w ostatnim tygodniu? Co słychać u ładnego noska? – zapytał Zbigniew, który już przełknął parę łyków ulubionego napoju i wydawał się być lekko rozluźniony.
- Zbyt wiele ciekawych informacji do mnie nie dotarło. Dziwią mnie jedynie ostatnie imprezy z udziałem naszego słońca. Jak wycałowywał po rękach starsze panie, to wiedzieliśmy, że poszukuje dla siebie nowego elektoratu, na najbliższe wybory. Ostatnio pokazywali jak czaruje dużo, ale to dużo młodsze niewiastki i ich kolegów – tajemniczo rzekł Krzysztof i czekał, kiedy kolega przełknie kolejny łyk i wypowie swoją opinię.
- Może chce u nas rządzić równie długo jak ten, na którego zapatrzył się, ojciec narodu koreańskiego, KIM IR SEN. Dlatego idzie na całość i bajeruje kogo popadnie. Jedni zagłosują na niego za 2 lata, inni za 20 – głośno roześmiał się Zbigniew, po czym dodał – żartuję, chyba chodzi mu o matki i babcie, które przyszły oglądać swoje pociechy, w tak ważnej dla nich chwili.
- Masz rację, chodzi łaskotanie serc rodziców. Nikt na naszym terenie nie potrafi tak barwnie kłamać. Stara zasada polityka mówi przecież, że aby wygrać wybory trzeba uścisnąć tysiące dłoni – przytaknął Krzysztof.
- Powiedziałeś, że zbyt wiele ciekawych informacji do ciebie nie dotarło. Ale jeżeli dobrze kombinuję, znasz jakiś przeciek – cicho, pochylając się do przodu w kierunku kolegi, zapytał Zbigniew.
- Tak jakby. Jeden kierownik uczelni idzie od nowego roku do innej pracy. Gdzie, póki co nikt nie wie, chociaż mówi się, że kierownikiem będzie nadal. To osoba mocno zasłużona, zawsze lojalna i dyspozycyjna. Zapewne, tak jak wierny przez lata rudy skalp, dostanie kopa i pójdzie do góry. Nie to jednak mocno zaskakuje. Trwają spekulacje, kto przejmie po nim schedę – mocno ściszonym głosem Krzysztof przekazywał przyjacielowi wieści z życia lokalnej rodziny – Mówi się, że może to być jeden z bardziej zaufanych, w ostatnim czasie, przybocznych, Tomasz Siutek.
- Co….? – w tym momencie Zbigniew zaczął głośno rechotać, kaszląc na przemian, bowiem zakrztusił się piwem, które połykał w momencie usłyszenia nazwiska nowego kierownika. Po chwili mógł już wydobyć z siebie pierwsze słowa – przecież ten może się tutaj zaraz pojawić, to jest w Grajdole pierwszy…
- Nie kończ, wszyscy o tym dobrze wiemy – przerwał koledze Krzysztof, bowiem Zbigniew zaczął zbyt głośno mówić, będąc zapewne w szoku po usłyszeniu nowinki. Po czym dodał – Siutek jest z tych ludzi, którzy za złotówkę mrówkę będą gonić pięć razy wokół boiska piłkarskiego. Jego stara skłonność jest od lat znana, a z tego powodu również wybujałe ambicje. Tacy ludzie godzą się na wszystko, jak będzie trzeba nakłamią w sądzie. Martwi mnie to, że słońce zaczyna otaczać się takimi ludźmi.
- Poczekajmy, może to tylko plotka. Rzeczywiście Siutek od wielu miesięcy pokazuje się obok najwyższej jasności i straszy ludzi ze swojego środowiska układami na dworze. Stąd może te przypuszczenia, że zostanie kierownikiem. Liczę, że wodza rozum jeszcze nie opuścił i miernoty nie wsadzi na tak poważne i odpowiedzialne stanowisko – tym razem już cicho szepnął Zbigniew, po czym dopił piwo i wymownym gestem ręki dał znać, że wypada zakończyć pogawędkę. Wstając zapytał jeszcze – To co, spotkamy się znowu, tym razem za dwa tygodnie?
Krzysztof ruchem głowy wyraził akceptację i podał koledze rękę na pożegnanie.